„Tego dnia, tak bez przyczyny, postanowiłem trochę pobiegać. Pobiegłem do końca drogi, a kiedy tam dotarłem, pomyślałem, że pobiegnę na koniec miasta. A kiedy tam dotarłem, pomyślałem sobie, że przebiegnę przez hrabstwo Greenbow. A skoro dotarłem aż tak daleko, dlaczego miałbym nie przebiec przez cały stan Alabama? Tak właśnie zrobiłem. Przebiegłem przez Alabamę. Bez żadnego powodu. Po prostu biegłem dalej. Dobiegłem do oceanu. Pomyślałem, że skoro przebiegłem taki szmat drogi, to równie dobrze mógłbym zawrócić i biec dalej. Kiedy dotarłem do drugiego oceanu pomyślałem, że skoro jestem aż tutaj, to mógłbym równie dobrze zawrócić i biec z powrotem.”

Forrest Gump postanowił biec. Tak po prostu. Gdy miał na coś ochotę zwyczajnie to robił. Czarne było czarne, a białe było białe. Nie znał szarości. Nie rozumiał metafor swoich kolegów, miał problemy z wyrażaniem uczuć, z chodzeniem. Był jak duże dziecko, które zgubiło się w świecie dorosłych. Mimo swojej prostoty stał się gwiazdą sportu, bohaterem wojennym i biznesmenem. Forrest Gump to postać fikcyjna mająca łagodną formę autyzmu. Świat literatury czy filmu bardzo lubi takie historie. One zdarzają się jednak naprawdę.

Niektórzy żyją w ciszy, zamknięci w stworzonym przez siebie świecie. Odzywają się sporadycznie, zawsze rzeczowo, jakby liczyli każde słowo. O ile w ogóle się odzywają. Są wrażliwi na dotyk i dźwięki. Walcząc z lękiem czy niepokojem zatykają uszy, uciekając tym samym od niezrozumiałego dla nich świata. Mają swoje „rytuały”. Potrafią godzinami układać wzory geometryczne, wieże z klocków lub zabawki według określonego schematu np. od najmniejszej do największej. Świat wali im się na głowę, gdy cokolwiek ulega zmianie. Biją się po głowie, gryzą, krzyczą, zasłaniają twarz rękami. Mają „pusty” wzrok, jakby żyli gdzieś obok. Gdy są radośni podskakują, klaszczą w dłonie, uderzają rękami w brzuch, kołyszą się w przód i w tył. Mają lepszy kontakt z przedmiotami niż z ludźmi. Są też tacy, którzy zachowują się, na pierwszy rzut oka, normalnie. Nie są może gadułami, a w towarzystwie nie wiodą prymu, ale potrafią się komunikować, wyrażać emocje. Niektórzy obdarzeni są doskonała pamięcią, zdolnościami muzycznymi czy plastycznymi. Mogą zostać geniuszami w jakiejś dziedzinie, podczas gdy nie potrafią zrobić sobie śniadania.

Rysując skalę po jednej stronie postawić możemy osobę, która żyje w swoim zamkniętym świecie, a wszystko, co poza nim to chaos wywołujący lęk. Po drugiej stawiamy człowieka z zespołem Aspergera, czyli kogoś, kto np. nie ma problemu z mową, jednak nie potrafi pogodzić się ze zmianami. Pomiędzy znajdują się ludzie z różnym nasileniem zaburzeń autystycznych. Autymzm to nie jeden zespół chorobowy.

Ci, którzy chcą wejść w świat autysty niepewnie pukają do jego drzwi. Nie mają jednak pojęcia, że one się nawet nie uchylą. Pozostaje nam wyobraźnia. Ten sekretny kraj jest jak zamknięty pokój. Na jego ścianach dynamicznie migają setki obrazów. Z zewnątrz dochodzą rozmaite dźwięki: od wyjącego sygnału karetki po szczekanie psów. Wszystkie jednocześnie. Pomieszczenie wypełnione zapachem gotowanej kapusty i dymu papierosowego oświetla zmieniające się co chwilę kolorowe światło. Ubrani w gruby, gryzący sweter zwyczajnie nie wytrzymalibyśmy tam ani jednej minuty – ludzie z autyzmem, w tej najgłębszej postaci, spędzają tam całe życie.

Autyzm nie pozwala odpowiednio czuć, słyszeć, widzieć, mówić czy myśleć. Powoduje, że umysł wybucha przy każdym mniej lub bardziej odczuwanym dotyku, smaku, zapachu. Autystyczna Donnie Williams w swej książce „Somebody somewhere“ tak ją opisuje:

„Autyzm powoduje, że mój umysł niemal eksploduje od gwałtownej potrzeby powiedzenia co myślę lub pokazania, czym jestem zainteresowana, lecz nic nie wychodzi- ani na mojej twarzy ani w oczach ani w słowach. Autyzm odcina mnie od mojego własnego ciała i nic nie czuję. Autyzm może też spowodować, że odczuwam wszystko tak intensywnie, że jest to aż bolesne. Autyzm może też spowodować, że jestem tak całkowicie świadoma siebie, że świat obok mnie staje się zupełnie obojętny i znika. Autyzm jest jak huśtawka. Kiedy jest na górze lub na dole, nie mogę widzieć całego życia. Kiedy mija środek, mogę rzucić spojrzenie na życie, jakie bym miała, gdybym nie była autystyczna.”

Osoby autystyczne mogą być jednak wybitnie uzdolnione. Nie jest to regułą, gdyż nie każdy autysta jest geniuszem. 10% osób z autyzmem cechuje się ponadprzeciętnymi zdolnościami. Kim Peek, potrafi czytać oddzielnie każdym okiem inny tekst i oba dokładnie zapamiętać. Jest w stanie przedstawić historię każdego państwa, zna tysiące powieści i utworów muzycznych, życiorysy wszystkich władców świata. Autysta Stephen Wiltshire ma fotograficzną pamięć architektoniczną, dzięki której potrafi narysować ze wszystkimi detalami panoramy miast takich jak Londyn, Dubaj czy Madryt, które oglądał przez chwilę podczas lotu helikopterem. Tydzień zajęło mu narysowanie dziesięciometrowej panoramy Tokio, która widział kilka minut. Daniel Tammet liczy z prędkością kalkulatora, a na swoim koncie ma rekord w recytacji liczby Pi, którą przedstawił w ciągu pięciu godzin z dokładnością do ponad 22 tysięcy miejsc po przecinku. Leo Messi, światowej sławy piłkarz kierując się na boisku wypracowanym wzorcem doszedł do perfekcji. Strzela podobne bramki, upada zawsze na prawą stronę i drybluje w ten sam sposób. To zachowania, które pozwalają mu na seryjne zdobywanie goli. Autystami byli również: Michał Anioł, Thomas Edison, Ludwig van Beethoven, Vincent Van Gogh, Isaac Newton czy Albert Einstein.

Autyzm to tajemnicza, pełna kontrastów i niedopowiedzeń przypadłość. To nie choroba, a dar. I nawet jeśli twoje dziecko czy twój znajomy, który mieści się w spektrum autyzmu, nie należy to tych 10% geniuszy to nie powód do smutku. To są cudowni ludzie, którzy żyją w swoim cudownym świecie. Może jego największym sukcesem nie będzie malowanie dzieł porównywalnych do tych Van Gogha, ale samodzielne zasznurowanie butów. Może nie odniesie sukcesu jako muzyk, ale każde nowe słowo którego się nauczy będzie jak najcenniejsze trofeum. Może nie będzie wybitnym matematykiem, fizykiem czy chemikiem, ale z radością będziesz patrzył jak sam się ubiera. To właśnie on może być dla Ciebie nagrodą. To Ty możesz być dla niego główną wygraną, a waszym wspólnym sukcesem stanie się codzienne życie.

Magdalena Janosz dla Fundacji Kukuryku